„Kocham ziemię, ja z tej ziemi żyję”
Rolnicy mówią „stop”. Nie chcą ponosić strat, jakie notują w wyniku zalewania przez wodę ich gruntów. W poniedziałek, 18 kwietnia, w Paterku odbyło się spotkanie z udziałem rolników, którzy zapoznali przedstawicieli stosownych instytucji ze swoimi problemami. - Kocham ziemię, ja z tej ziemi żyję – mówił Gwidon Bembnista, rolnik z Małocina.
Za dużo wody źle, za mało też źle
- Problem jest, gdy wody jest za dużo i jak jest jej za mało. U nas Noteć stanowi tę klimatyczną granicę: na północy mamy więcej opadów, a na południu za mało – mówił burmistrz miasta i gminy Nakło Sławomir Napierała. Zauważył on, że jest kilka przyczyn zalewania bądź podtapiania pół i łąk. Zbiorcze odprowadzanie wód odbywa się Starą Notecią Rynarzewską. Kolejna kwestia to urządzenia melioracyjne. Trzeba dbać o ich konserwację. - Za meliorację szczegółową odpowiedzialni są właściciele gruntów. Muszą o nie dbać osobiście bądź poprzez gminną spółkę wodną – wyjaśnił burmistrz. - Zimą odnotowaliśmy 6-krotny wzrost poziomu wody w Noteci. Przewyższyło to średnią wieloletnią. Minionej zimy poradziliśmy sobie z Notecią, ponosząc koszty: kilkadziesiąt tysięcy złotych – dodał.
600 tys. zł na 6-kilometrowy odcinek
- Pozyskaliśmy 600 tys. zł na odcinek Chobielin - Nakło. Jest to 6-kilometrowy odcinek. Od czegoś zaczniemy – stwierdził Andrzej Łyczywek, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu – zarząd zlewni Noteci w Bydgoszczy. - Zarząd nie jest w najlepszej kondycji. Na przełomie września i października ruszą pierwsze prace – dodał. - Teraz jest odzew. Wcześniej słyszeliśmy tylko: „Co wy chcecie, przecież jest okey”. Natura odpowiedziała: „Nie”. Zamulenie dna Noteci powoduje, że wsiąkanie jest mniejsze – stwierdził burmistrz. - Kompleksowo droga wodna E70, której fragment stanowi Noteć będzie bagrowana dopiero po 2030 r. - dodał.
Przejmą w dobrej kondycji
- Działamy na powierzchni 2 311 ha. Ok. 1 tys. ha powinien być konserwowany prywatnie – mówił Andrzej Nowaczyk, kierownik robót w Gminnej Spółce Wodnej w Nakle. - Nasz budżet wynosi 80 tys. zł. Są to przede wszystkim składki. Za 1 hektar konkurencyjny pobierana jest opłata w wysokości 35 zł. Występujemy do samorządów o dotacje. W 2010 r. starostwo przekazało nam 16 tys. zł, a w 2011 – 5 tys. zł. Samorząd gminny w 2010 r. dał 40 tys. zł, a w 2011 r. – 20 tys. zł, natomiast urząd marszałkowski w 2010 r. - 14 500 zł, a w tym roku nie wiadomo. Jak można dostać się do spółki? Kontrolujemy urządzenia, które mamy przejąć. Jeśli są one w złym stanie, to prosimy, aby właściciele o nie zadbali i dopiero wtedy nam je przekazali – dodał.
Dotują spółki, osoby fizyczne nie
- Trzeba dbać o rowy. Trzeba pamiętać, że zalewa się nie tylko swoje grunty, ale też sąsiada – mówiła Elżbieta Bielińska, inspektor wydziału środowiska w Starostwie Powiatowym w Nakle.
Rolnicy są stratni
Podczas spotkania rolnicy informowali o problemie z wjazdem na pola. - Na 26 hektarów połowę gruntów mam zalanych. To nie jest problem tego roku. Przychodzi sierpień i rzeka wylewa – mówił jeden z rolników. - 2 miesiące suszy, pali się i nagle pojawia się woda, która stoi na łąkach. Dzierżawę muszę płacić, dopłat nie otrzymuję – dodał. Winą obarczają Noteć, którą ostatnio czyszczono w latach 70. XX wieku. - Przez kochany stateczek mamy problemy – stwierdził jeden z rolników z Paterka. Straty szacuje też Stacja Doświadczalna Oceny Odmian w Chrząstowie. - Mamy 450 ha gruntów ornych, z tego 2 ha mamy wyłączone z użytkowania z uwagi na zastoiska wodne. Prowadzimy doświadczenie z wierzbą. Jest ono zagrożone, Od lat nie było na tych terenach wody – powiedziała dyrektorka stacji Barbara Mizdalska.
„Kocham ziemię, ja z tej ziemi żyję”
Spotkanie zakończył mocnym akcentem Gwidon Bembnista z Małocina. - Zalewa mi dobre grunty. Wody jest tyle, że przelewa się nawet przez wał. Walczymy od trzydziestu lat. Nie mam pojęcia do kogo się zgłosić z tym problemem. Przez te lata władza się pozmieniała, a my zostaliśmy z problemem. Uzbierało się tej dokumentacji. Jestem skłonny dołożyć 20 tys. zł. Potrzebne jest 200 tys. zł. Jeden kilometr rowu trzeba zrobić. Jedźmy do wojewody, ministerstwa. Na bzdurne rzeczy są pieniądze, na jakieś „Orliki”, sale, a na ważne rzeczy nie ma – mówił Bembnista. - Siedzicie wszyscy, odezwijcie się. Zebranie się skończy i będzie pozamiatane. Zróbcie jakieś spotkanie. Kocham ziemię, ja z tej ziemi żyję – dodał.




