Listy czyteliników
Poważna rozmowa Wincentego z mądrą wnuczką Moniką
Był wigilijny wieczór. Zmęczeni śpiewaniem kolęd domownicy włączyli telewizor. Monika, korzystając z tego, że młodsze rodzeństwo zwolniło miejsce obok Wincentego, by rozpakowywać choinkowe prezenty, przysiadła obok Wincentego i pocałowała go w policzek.
- Jak idą ci studia – spytał dziadek.
- Jakoś leci – odparła – Piszę już pracę magisterską, ale nie o tym chciałam porozmawiać. Kochany dziadziusiu – rzekła przymilnie – Wytłumacz naszemu ojcu, żeby przestał wierzyć w te bzdury, jakie serwują nam środki masowego przekazu.
To fenomen w dziejach niespotykany, żeby prawie wszystkie środki masowego przekazu były tubami rządu. Zazwyczaj częściowo są neutralne, a w większości krytykują władzę.
- Tak to i jest, Monisiu, ale nie u nas. W Polsce dziewięćdziesiąt procent środków masowego przekazu, zwłaszcza prasa, jest w rękach albo Żydów, albo niemieckiego koncernu Springera. Dziennikarze biorą od nich forsę, to muszą się wywdzięczać. Właściciele środków masowego przekazu każą im popierać Platformę Obywatelską i wszystko, co związane jest z Unią Europejską, to popierają.
- To straszne – zauważyła Monika – Bez przerwy piszą i mówią, wychwalają Tuska i jego politykę, aż w końcu ludzie zaczynają wierzyć.
- Są mistrzami w praniu mózgów, Monisiu. Może im się nic nie udać, ale robienie wody z mózgów udaje się. Więc niejeden poczciwiec uwierzył, że Kaczyński i PiS to ciemnogród i dyktatura, a ojciec Rydzyk szkodzi Ojczyźnie i Kościołowi.
- Kretyni – oburzyła się Monika. Ojciec Rydzyk przejdzie do historii Polski jako wielki patriota. Ta jego szkoła w Toruniu kształci dziennikarzy – patriotów, żeby zastąpili tych dzisiejszych, co to idą na pasku, wiadomo czyim... A ten profesor od biologii, ten co nazywa ustawicznie ojca Rydzyka szkodnikiem to polityczne zero. Chyba że bierze pieniądze, to wtedy byłby szują.
- Ja rozróżniam trzy grupy tych rzekomych euroentuzjastów: pierwsi to idealiści i tych jest mało. Drudzy – to karierowicze i tych jest sporo. Trzeci – to ciemna masa – której jest najwięcej. To ci, którym wyprano mózgi i którzy wierzą, że unia będzie nas żywić bez końca. Jest jeszcze połowa narodu, która śpi. Nie bierze udziału w życiu publicznym. W telewizji ogląda głównie sport i pogodę. Na słowo „polityka” zatyka sobie uszy, bo polityka to be…
- Dziadziusiu, a co powiesz o tym kryzysie? O losie euro? Tusk i Sikorski chcą ratować euro naszymi oszczędnościami. Mówią, że to pożyczka.
- Na wieczne oddanie – zaśmiał się Wincenty. To jest wielkie oszustwo. Zacznijmy od początku.
Unię organizuje masoneria. Ma swoje powody, ale to osobny temat. Nie chce popełniać błędów komuny, która posługując się marksizmem, jednoczyła Europę na chama, dlatego poniosła klęskę. Jeśli komuna opierała się na proletariacie, to masoneria opiera się na finansjerze. Swoje plany realizuje nie bagnetem, lecz pieniędzmi. Masoni nie rządzą też osobiście. Podstawiają marionetki – tak zwanych polityków i pociągają za sznurki.
Chcą Europę zamienić na wzór Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Nie mówią tego otwarcie, by narodów nie wystraszyć, robią to bardzo delikatnie, nie na siłę. Robią to wolniutko, krok za krokiem, nawet centymetr za centymetrem.
Znieśli granice, wprowadzą jednolity język, na razie angielski. Podejrzewam, że w przyszłości jako drugi będzie również niemiecki. Bardzo delikatnie popierają zanik wyznań religijnych i przechodzenie na neopogaństwo. W zachodniej Europie odnoszą na tym polu znaczne sukcesy.
Papież Jan Paweł II był za wstąpieniem Polski do Unii, bo sądził, że Polska, będąc bastionem katolicyzmu, zahamuje zanik chrześcijaństwa Unii Europejskiej. Masoni uznali, że religie są barierami w integracji narodów. Ostrożnie ograniczają też lekcje dziejów ojczystych w szkołach, bo historia też nie sprzyja integracji.
Wprowadzili euro jako wspólną walutę, a niektórym prostaczkom wydaje się, że tu się potknęli. Otóż wcale nie. Jestem pewny, że z góry wiedzieli, co się będzie działo. Są za mądrzy, żeby nie wiedzieć, że przy tak wielkich różnicach w mentalności, pracowitości, sposobie życia, dojdzie do krachu.
Ta wspólna waluta to jest okazja, żeby chwycić narody za mordę, narzucić ścisłą kontrolę, a przez to przybliżyć znacznie upragniony cel – jedno państwo.
Po tym walutowym, przyjdzie jeszcze jakiś chwyt, potem jeszcze jakiś, aż dojdzie do jednego organizmu państwowego.
- Pod przewodnictwem Niemiec?! – westchnęła Monika – Przecież Niemcy hitlerowskie tępiły Żydów?
- Hitler tępił Żydów i chciał ich wszystkich wymordować, bo uważał ich za rywali w panowaniu nad światem – rzekł Wincenty – W polityce nie ma sentymentów, droga Monisiu. Niemcy gwarantują masonerii powodzenie w integracji Europy. Ma być wspólny parlament, skarb, wojsko, wszystko. Zapowiedział to już najbezczelniej poseł Palikot. A Niemców do czynu wezwał w Berlinie inny kosmopolita – minister Radosław Sikorski. Cóż ma robić Angela Merkel: „Nie chcę, ale muszę”.
A tak naprawdę to masoneria postawiła na Niemców od samego początku jako na naród najliczniejszy, pracowity i obdarzony przez naturę cechami przywódczymi.
Niemcy natomiast dla unii gotowi są poświęcić dużo. Dzięki niej wydostali się z izolacji, w jaką popadli po przegranej II wojnie światowej. Francuzi są potrzebni do pewnego czasu. Potem zejdą na drugi plan.
- Nasuwa się pytanie – rzekła Monika – Na co Hitlerowi była potrzebna wojna i śmierć tylu milionów Niemców? Niemcy pokojowo osiągają to, czego chciał Hitler. A jeszcze narody się wpraszają: „Weźcie nas, weźcie. Będziemy wam wdzięczni”.
A Niemcy mają wprawę. W średniowieczu niemiecka dynastia Hohenstaufów za przyzwoleniem Rzymu stworzyła Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego i trzęsła ówczesną Europą przez długie lata.
- To prawda – potwierdził Wincenty – Tylko Wielka Brytania zawsze skutecznie opierała się wszelkim zakusom podporządkowania się Europie. Teraz przystąpiła do unii, ale na specjalnych warunkach.
- Dziadku, bo Brytyjczycy mają własną Wspólnotę Narodów (Commonwealth of Nations). Należą do niej między innymi Kanada, Australia i Nowa Zelandia.
Królowa angielska jest u nich głową państwa. Dlatego mają w nosie Unię Europejską. Oni od wieków szczycą się izolacjonizmem. Nazywają to „splenditt isolation”, co znaczy po prostu „wspaniałe odosobnienie”.
- Co za licho popchnęło nas do tej unii? – spytała Monika z irytacją.
- Wszyscy wstępowali, to i my musieliśmy – odparł Wincenty – Ale nas obchodzi Europa ojczyzn, a nie stany zjednoczone Europy. Nie chcemy stopić się w jednym tyglu i to pod hegemonią Niemiec. Przecież oni zmierzają do tego, żeby rząd w Warszawie stał się niepotrzebny. Wszystkie zarządzenia Brukseli trafiałyby bezpośrednio do województw. Trzeba przyznać, że masoni realizują swój plan z wielką determinacją, nie szczędząc pieniędzy. Liczą na to, że wszystko im się zwróci kiedyś z nawiązką. Dużo pieniędzy pozwolili przejeść Grekom, Włochom, Hiszpanom, Portugalczykom i innym, Nam też podrzucali pieniądze dla zachęty, niczym dzieciom cukierki.
To nie państwo niemieckie albo francuskie ponosi straty, lecz masoneria i jej banki. Potocznie mówi się, że to rynek finansowy.
- Powinniśmy stanowczo odciąć się od tych machinacji finansowych i broń Boże nie zaprowadzać euro w miejsce złotego – zawyrokowała Monika.
- Pewno, że tak – przytaknął Wincenty – Ale naród ma wyprany mózg i słabo protestuje. Wprawdzie Kaczyński przeprowadził jedną manifestację, ale to za mało. Donald Tusk ma w Sejmie większość, bo cała lewica za nim idzie. Lewica zawsze była internacjonalistyczna. Pamiętamy jej hasła: „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” lub „Albo sowiet na cały swiet, albo sowieta niet”.
- Obecnemu Sejmowi nie można powierzyć losów Narodu – rzekła twardo Monika – To musi być ogólnonarodowe referendum. Teraz wiem, dlaczego w osiemnastym wieku straciliśmy niepodległość. Przekupione sejmy zatwierdzały pierwszy i drugi rozbiór. Król Stanisław August Poniatowski zrzekł się korony i zamieszkał w Petersburgu na koszt Katarzyny II. To są fakty. Oby się nie powtórzyły. W naszym Sejmie tylko nieliczni posłowie myślą. Reszta bierze pieniądze nie za pracę głową, lecz rękami. Potrzebne im tylko zdrowe ręce, by mogli nacisnąć przycisk i podnieść rękę.
- Masz rację, Monisiu. Wielka to szkoda, że patriotyczna opozycja jest rozbita. Kaczyński to bardzo porządny człowiek, ale brak mu zdolności przywódczych. Ma je ojciec Rydzyk, ale jest duchownym. A ludzie pociągani za sznurki przez masonerię szaleją. Zaszczuli księdza Jankowskiego w Gdańsku, zohydzili ojca Rydzyka, PiS i wszystkich patriotów, nazywając ich ciemnogrodem, oszołomami, nierozumiejącymi ducha nowych czasów.
- Jest jeszcze Kościół – zauważyła Monika – który zawsze stał po stronie Narodu i dzięki któremu przetrwaliśmy rozbiory. Tylko że episkopat jest jakiś podzielony. Chociaż to się dawniej zdarzało. Na przykład w powstaniu kościuszkowskim powiesili dwóch biskupów za kolaborację z zaborcami: Massalskiego w Wilnie i Kossakowskiego w Warszawie.
- To były takie czasy, że i Stanisław August, gdyby nie był królem, poszedłby na szubienicę – zauważył Wincenty.
- Dziadku, na co liczą nasi euroentuzjaści?
- Różnie. Ci z wypranymi mózgami na to, że unia będzie nas żywić. Pozostali będą zadowoleni, jak Angela Merkel zrobi ich swoimi kamerdynerami albo chociaż od czasu do czasu poklepie ich po łopatce.
- Moi koledzy studenci są pewni, że unia nie przetrwa długo, bo na przestrzeni dziejów żadna konstrukcja polityczna nie była wieczna.
- Tak będzie Monisiu. To pewne. I na tę chwilę Polacy muszą się przygotować. Nie może być tak, że po tej przygodzie z unią kraj będzie miał tylko supermarkety, a przemysł ciężki, zakłady produkcyjne i najwybitniejsze umysły ludzkie znajdą się poza granicami Polski.
Tadeusz Samselski
Głos społeczny
Społeczeństwo lokalne na pewno z dużą ulgą przyjęło przekazaną wiadomość (listy czytelników nr 5 w Nakielskim Czasie) dotyczącą Sądu Rejonowego w Nakle. Wielka chwała dla grupy radnych Rady Powiatu w Nakle, że przygotowała oświadczenie, w którym jasno i czytelnie wysuwa argumenty za pozostaniem Sądu Rejonowego w Nakle. Bo i miasto większe niż Szubin i budynek wyremontowany niedawno i prestiż większy i dojazd dobry do Nakła. Tylko że temat trzeba drążyć do skutku, żeby zakończył się pozytywnym efektem. Natomiast temat szkół do likwidacji jest przerażający. Tak niedawno kierunek był zupełnie inny, bo 1000 szkół na tysiąclecie, żeby Polacy byli dobrze wykształconym narodem. A teraz co, ogólnopolska moda, w której to odgórne zarządzenia tłumaczone brakiem finansów wystawiają uczącą się w szkołach młodzież po prostu za burtę, jak również kadrę nauczycielską i całą obsługę administracyjną, a te decyzje powstają przy biurkach. Tylko czy była wnikliwa analiza i ocena? I czy wystarczą te strajki młodzieży w obronie o zachowanie ich ukochanych szkół? Czy to nie może wyzwalać frustracji? Czy zdążą się gdzieś załapać w innej szkole, do której jakoś muszą dotrzeć, nadrabiając kilometry i tracąc czas na dojazd, a której losy są pewnie też tymczasowe? A co z budynkami, które opustoszałe z góry skazane są na ruinę. Przecież one też były wyposażone w różne pomoce do nauki. I czy straty związane z likwidacją nie przerosną kosztów związanych z tworzeniem nowych placówek lub oddziałów?. Nie jestem ekonomistą, to tylko moja myśl. A małe miejscowości np. Dębionek, gdzie szkoła to nie tylko szkoła, ale salka komputerowa, przedszkole i biblioteka, czyli takie małe centrum lokalnej kultury. Ale nasi sadkowscy prężni radni na pewno coś pomyślnego wymyślą. Bo Sadki jako wieś nie mają na co narzekać, tu naprawdę bardzo dużo odbywa się imprez kulturalno-oświatowych i to na dobrym poziomie. Następną niepokojącą sprawą jest ta kontrowersyjna decyzja pana burmistrza miasta i gminy Nakło Sławomira Napierały i powołanie drugiego zastępcy. Nikt nie ma nic do osoby pana Błońskiego. Natomiast stara zasada, zresztą zawsze aktualna mówi: „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. W obliczu oświadczenia grupy radnych z naprawdę merytorycznymi argumentami, łącznie z wyliczeniem kosztów z tym związanych negującym tę decyzję, to jakie odniesienia ma ta decyzja:
- do przekraczającego 22% bezrobocia
- do zlikwidowanych etatów sprzątaczek (znowu kilku bezrobotnych), a zastąpienie ich przez sprzątającą firmę z Włocławka
- do niszczejącego budynku przy ul. Dworcowej w Nakle, gdzie były plany na 6 mieszkań komunalnych lub socjalnych.
Czy nie warto być ponad podziałami partyjnymi, a nie stwarzać napiętą atmosferę, która niestety nie służy dobrej wydajności pracy?
Czy w końcu nie należy się liczyć głównie z potrzebami społeczeństwa, które liczyło, wybierając w demokratycznych przecież wyborach władzę, że ta władza ma służyć i rozwiązać problemy, a nie zachłystywać się władzą? A wszystkie uwagi krytyczne i pozytywne wychodzące od społeczeństwa powinny być traktowane z należytą uwagą i stanowić podstawę do układania planów pracy. Ponadto dziękuję nie tylko ja, ale wszyscy wielbiciele Rafała Blechacza gazecie Nakielski Czas nr 6 za przekazywanie o nim informacji, bo to jest tak, jak „trochę wiosny jesienią” lub „trzeba też coś mieć na deszcze albo mroźne dni”. Gdyby Fryderyk Chopin wstał z grobu, to byłby nie tylko zachwycony, ale przede wszystkim dumny, że jest taki ktoś, kto nie tylko jest wielkim wirtuozem w odtwarzaniu jego utworów (i nie tylko, ale także innych kompozytorów wymienionych w artykule), ale tę muzykę rozumie i tak jak Chopin czerpał natchnienie w przyrodzie, naturze i scenkach rodzajowych z polskich wsi, tak samo pan Rafał Blechacz zgodnie z klimatem, nastrojem, architekturą danego kraju ją odtwarza. Gdy będę kiedykolwiek w życiu miała okazję spotkać pana Rafała Blechacza, to zapytam go, jak odbiera interpretację utworów Chopina w wykonaniu Ivo Pogorelica (piszę nazwisko fonetycznie tego pianisty z byłej Jugosławii). A było to tak: w 1980 r. był X Konkurs Chopinowski (jeszcze się pan Rafał nie urodził, ale na pewno otarł się o te indywidualności, czy to z koncertów, czy to z płyt), na którym to wystąpiły dwie wielkie indywidualności: mały, drobny Wietnamczyk o małych rączkach (w zeszłym roku dał koncert w Warszewie, tam technicznie i klasycznie fruwał dosłownie po klawiaturze i wspomniany wyżej Ivo, wyskoki, szczupły, z bujną czupryną z rączkami o długich palcach, ale jego interpretacja była jak wulkan, jak kaskady wody z wodospadu, bo tak rozumiał i czuł). I wtedy to właśnie powinny być dwie równorzędne pierwsze nagrody, ale wygrał Wietnamczyk, a Ivo został zdyskwalifikowany. Popierałam wtedy panią Marthę Argerich, która opuściła komisję konkursową na znak protestu. Przepraszam wszystkich niezainteresowanych tym tematem na te wspomnienia, ale to właśnie muzyka łagodzi obyczaje.
Z poważaniem
Maria Orłowska




